Co 2 dni mam nową pasję i nowy genialny pomysł. Jak żyć, pani premier?


Dłuuugo mnie tutaj nie było. Trochę się pozmieniało :) Dzisiaj o tym, dlaczego już nie szyję bawełnianych pokrowców w leśne wzory.

Od zawsze fascynują mnie ludzie z artystyczną pasją. Wytrwali, skoncentrowani na tej jednej dziedzinie, oddający się jej w 100%. Nieustannie szlifujący swoje umiejętności. Takich ludzi niezmiennie chętnie wyłapuję z otoczenia. W ciągu ostatniego roku najczęściej wzdychałam do prac:

* artystki, która od kilku lat tworzy kolorowe ceramiczne talerze, kubki i domki. No cuda takie, są naprawdę wyjątkowe! Radosne i z pozytywnym przesłaniem. Takie to mogłabym robić.

* babki, która posiada plantację lawendy - moje wielkie marzenie!

* dziewczyny, która szyje super torby, takie w MOIM leśnym klimacie, takie jakie ja też mogłabym szyć, właściwie to podobne już szyłam.

* kobiety, która robi najwspanialsze na świecie zdjęcia. Sesje weselne, fashion oraz portrety. Wiecie, prześwitlenia, bajkowy nastrój, rozmyte kontury, trochę mroczne kolory, zwiewno-rusałkowe gadżety i takie tam, no bardzo moje.

* ...oraz: ilustratorki obracającej się w roślinno-magiczno-mrocznych klimatach, czyli dokładnie takich, jakie kocham najbardziej, babki rysującej mandale, dziewczyny kręcącej naturalne kosmetyki, laski, która farbuje tkaniny metodą batiku i wielu, wielu innych...

Wszystkie te przypadki łączy jedna rzecz:
Kiedy patrzę na to czym się zajmują te inspirujące mnie dziewczyny oraz jak o tym opowiadają, w głowie mam jedną myśl: "ja też tak chcę!". I rzeczywiście, za sprawą tego, co obserwuję, zaczynam maksymalnie interesować się tematem. Myślę sobie, że TO JEST WŁAŚNIE TO, co chcę robić w życiu. No dobra, może nigdy w wersji dosłownej, bo jednak nie jestem typem człowieka kopiuj-wklej, ale zawsze to, co zobaczę w necie w mojej głowie ewoluuje i powstaje NOWY, GENIALNY POMYSŁ.

Zapał mija po jakimś czasie, kiedy okazuje się, że hmmm, sorrrry, ale jednak to nie to. 
No i oczywiście kiedy na horyzoncie pojawia się nowa inspiracja :).

Czy uważam to za swoje przekleństwo? 
Do niedawna - zdecydowanie tak uważałam. Nie dosyć, że studiowałam kulturoznawstwo - studia o wszystkim i o niczym, to jeszcze interesuję się wszystkim i niczym. Hmmm, w żadnej dziedzinie nie mam levelu mistrza. Ani nawet do niego nie pretenduję. Mam za to słomiany zapał. Zanim wsiąknę na dobre w jakiś temat, już porzucam swoją przyszłą niedoszłą pasję. Chcę tworzyć, kreować, dawać upust swojej kreatywności, ale mam problem z wyborem dziedziny. Albo jak już wybiorę to jestem jej bardzo krótko wierna. No dosyć dołująca perspektywa, jak na to w ten sposób spojrzeć. 

W naszym społeczeństwie panuje kult mistrza-fachowca. I osobiście też ten kult wyznaję! Uwielbiam patrzeć na osoby, które idą raz obraną ścieżką, które tak mocno kochają swoją pasję, że nie wyobrażają sobie bez niej życia, są wierne własnym wyborom, kończą kontynuują dzieło, które kiedyś zaczęły. Naprawdę szczerze podziwiam takie osoby i im totalnie kibicuję. 

Ale ja tak nie mam. Interesuję się milionem rzeczy, co 2-3 dni wpadam na nowy pomysł, czym mogłabym się w życiu zajmować. I przez moment rzeczywiście się tym zajmuję. Zdarza się, że nawet podejmuję jakieś bardziej konkretne kroki - zapisuję się do 2-letniej szkoły szycia, tworzę własną markę, zakładam bloga. Ale potem jakoś trakcie stwierdzam "eeee, to jednak nie to, teraz o wiele bardziej kręci mnie .............." - i w wykropkowane pole należy wpisać nową zajawkę. 

Skutki tego są takie, że:
- mam baaardzo dużo zainteresowań
- na wielu rzeczach znam się trochę, ale na niczym naprawdę dobrze
- nie kończę projektów, tylko je porzucam
- nie mogę wszystkim moim zainteresowaniom poświęcić odpowiedniej ilości czasu, aby je chociaż troszkę, troszeńkę posuwać do przodu
- kiedy już w jakiejś dziedzinie dobrze mi idzie, nagle bez żalu ją porzucam, bom taka znudzona  
- kiedy spotykam się z dawno niewidzianą osobą, słyszę: "i jak tam, szyjesz jeszcze te pokrowce w leśne wzory?", moja odp. brzmi "yyyyy, no jakoś już nie" - zawsze pada w odpowiedzi "szkoda, już tak dobrze ci szło...".

Przez bardzo długi czas uważałam, że to źle i głupio, że mam milion pobocznych zajawek i ani jednej konkretnej. Że w ten sposób marnuję swoje życie. Że nie potrafię się SFOKUSOWAĆ, a to teraz takie modne i wszyscy dookoła to robią. Że kurcze chyba coś ze mną nie tak. Że no mogłabym już iść jedną ścieżką i nie skakać tak z kwiatka na kwiatek jak małolata. 

Ale obecnie myślę inaczej. Po pierwsze - że TAKA JESTEM. Po drugie, to że właśnie taka jestem, JEST SUPER. Bo mogę z tego wyciągnąć milion korzyści. 

Oto kilka korzyści:
1. jestem twórcza - kiedy chcę, to robię to, na co mam ochotę, nie patrzę czy to "moja dziedzina", czy umiem w te klocki 
2. lubię się uczyć nowych rzeczy
3. znam wiele kreatywnych i inspirujących osób - mogłabym tworzyć festiwale sztuki :) 
4. jestem otwarta na nowości. Jedyny wymóg - coś musi mnie chwycić za serce
5. kombinuję z rożnymi dziedzinami, rożnymi mediami - rozwijam się
6. nie spoczywam na laurach, cały czas poszukuję
7. karmię się ładnymi obrazkami jako osoba wrażliwa estetycznie oraz lubię nimi karmić innych
8. swoje inspiracje wykorzystuję w przyszłości - podrzucam znajomym linka do fotografki, która robi dokładnie takie zdjęcia, jakie ja bym chciała
9. NIGDY, PRZENIGDY się nie nudzę sama ze sobą!


Pogodziłam się z faktem, że nigdy nie będę tworzyła wspaniałych rzeczy w swojej pracowni artystycznej, bo zbyt różne rzeczy mnie interesują, zbyt często też zmienia mi się gust, przechodzę fascynację różnymi stylami i dziedzinami. Zamiast tego z powodzeniem wykorzystuję w pracy oraz życiu codziennym te moje małe skille i zainteresowania, które zdobywam po drodze: trochę fotografuję, trochę tworzę plakaty, trochę coś maluję, trochę jestem pedagogiem, trochę szyję, trochę znam się na ziołach, trochę tworzę biżuterię, trochę sama sobie robię kosmetyki, trochę lubię historię sztuki...

Są ludzie, którzy już znaleźli swoją drogę życiową. Są zdecydowani na 1 rzecz, spełniają swoje marzenia, ponieważ są pewni i skoncentrowani na celu. Po drodze pojawiają się i znikają różne przeszkody, a oni świadomie kroczą swoją ścieżką. Z każdym kolejnym dniem stają się większymi ekspertami w swojej dziedzinie. Zachwycają innych swoją wytrwałością i pasją. 

Są też ludzie poszukujący. Ludzie, którzy na pierwszy rzut oka z utęsknieniem szukają pomysłu na siebie. Ale w gruncie rzeczy, swoją drogą życiową czynią sam fakt poszukiwań i próbowania różnych rzeczy. Mają szerokie horyzonty, lubią łączyć odległe dziedziny życia - to wyzwala w nich kreatywność. 

Najgorszą rzeczą, jaką możemy sobie zrobić, to nie akceptować siebie, tego że jesteśmy zdecydowani lub poszukujący. Przez wiele lat wydawało mi się, że po prostu MUSZĘ skupić się na jednym zainteresowaniu, jednej pasji. Nie rozmieniać się na drobne, iść raz obraną ścieżką, a nie skręcać i zmieniać zdania co 2 sekundy. Otoczenie - rodzina i znajomi - z uporem maniaka stale podsycało we mnie to uczucie, że już czas, już czas PO PROSTU SIĘ OGARNĄĆ. Starałam się wtłoczyć w schematy, które mi totalnie nie leżały, w których nie potrafiłam funkcjonować. Ceną za próbę życia według cudzych wzorców była utrata kreatywności i radości życia.

Dzisiaj? Oh, well, to jest moje życie i żyję sobie tak, jak czuję. A czuję, że to całkiem fajnie mieć co 2 dni nową pasję.  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

LEŚNE DIY: Ozdoba na ścianę z pomalowanych gałązek