Co 2 dni mam nową pasję i nowy genialny pomysł. Jak żyć, pani premier?


Dłuuugo mnie tutaj nie było. Trochę się pozmieniało :) Dzisiaj o tym, dlaczego już nie szyję bawełnianych pokrowców w leśne wzory.

Od zawsze fascynują mnie ludzie z artystyczną pasją. Wytrwali, skoncentrowani na tej jednej dziedzinie, oddający się jej w 100%. Nieustannie szlifujący swoje umiejętności. Takich ludzi niezmiennie chętnie wyłapuję z otoczenia.

Malarzy, fotografów, artystyczne krawcowe, twórców wyjątkowo oryginalnej biżuterii.

Wszystkie te przypadki łączy jedna rzecz:
Kiedy patrzę na to czym się zajmują ci inspirujący mnie ludzie oraz jak o tym opowiadają, w głowie mam jedną myśl: "ja też tak chcę!". I rzeczywiście, za sprawą tego, co obserwuję, zaczynam maksymalnie interesować się tematem. Myślę sobie, że TO JEST WŁAŚNIE TO, co chcę robić w życiu. No dobra, może nigdy w wersji dosłownej, bo jednak nie jestem typem człowieka kopiuj-wklej, ale zawsze to, co zobaczę w necie w mojej głowie ewoluuje i powstaje NOWY, GENIALNY POMYSŁ.

Zapał mija po jakimś czasie, kiedy okazuje się, że hmmm, sorrrry, ale jednak to nie to. 
No i oczywiście kiedy na horyzoncie pojawia się nowa inspiracja :).

Czy uważam to za swoje przekleństwo? 
Do niedawna - zdecydowanie tak uważałam. Że interesuję się wszystkim i niczym.
Hmmm, w żadnej dziedzinie nie mam levelu mistrza (a przecież każdy chce być mistrzem w jakiejs dziedzinie, prawda?). Ani nawet do niego nie pretenduję. Mam za to słomiany zapał. Zanim wsiąknę na dobre w jakiś temat, już porzucam swoją przyszłą niedoszłą pasję. Chcę tworzyć, kreować, dawać upust swojej kreatywności, ale mam problem z wyborem dziedziny. Albo jak już wybiorę to jestem jej bardzo krótko wierna. No dosyć dołująca perspektywa, jak na to w ten sposób spojrzeć. 

W naszym społeczeństwie panuje kult mistrza-fachowca. I osobiście też ten kult wyznaję! Uwielbiam patrzeć na osoby, które idą raz obraną ścieżką, które tak mocno kochają swoją pasję, że nie wyobrażają sobie bez niej życia, są wierne własnym wyborom, kończą kontynuują dzieło, które kiedyś zaczęły. Naprawdę szczerze podziwiam takie osoby i im totalnie kibicuję. 

Ale ja tak nie mam. Interesuję się milionem rzeczy, co 2-3 dni wpadam na nowy pomysł i zawsze wydaje mi się, że to jest to, czym będę się zajmowała do końca życia. I przez moment rzeczywiście się tym zajmuję. Zdarza się, że nawet podejmuję jakieś bardziej konkretne kroki - zapisuję się do 2-letniej szkoły szycia, tworzę własną markę, zakładam bloga. Ale potem jakoś trakcie stwierdzam "eeee, to jednak nie to, teraz o wiele bardziej kręci mnie .............." - i w wykropkowane pole należy wpisać nową zajawkę. 

Przez bardzo długi czas uważałam, że to źle i głupio, że mam milion pobocznych zajawek i ani jednej konkretnej. Że nie potrafię się SFOKUSOWAĆ, a to teraz takie modne i wszyscy dookoła to robią.

Ale obecnie myślę inaczej. Po pierwsze - że TAKA JESTEM. Po drugie, to że właśnie taka jestem, JEST SUPER. Bo mogę z tego wyciągnąć milion korzyści. 

Oto kilka korzyści:
1. jestem twórcza - kiedy chcę, to robię to, na co mam ochotę, nie patrzę czy to "moja dziedzina", czy umiem w te klocki 
2. lubię się uczyć nowych rzeczy
3. znam wiele kreatywnych i inspirujących osób - mogłabym tworzyć festiwale sztuki :) 
4. jestem otwarta na nowości. Jedyny wymóg - coś musi mnie chwycić za serce
5. kombinuję z rożnymi dziedzinami, rożnymi mediami - rozwijam się
6. nie spoczywam na laurach, cały czas poszukuję
7. karmię się ładnymi obrazkami jako osoba wrażliwa estetycznie oraz lubię nimi karmić innych
8. swoje inspiracje wykorzystuję w przyszłości - podrzucam znajomym linka do fotografki, która robi dokładnie takie zdjęcia, jakie ja bym chciała
9. NIGDY, PRZENIGDY się nie nudzę sama ze sobą!


Pogodziłam się z faktem, że nigdy nie będę tworzyła wspaniałych rzeczy w swojej pracowni artystycznej, bo zbyt różne rzeczy mnie interesują, zbyt często też zmienia mi się gust, przechodzę fascynację różnymi stylami i dziedzinami. Zamiast tego z powodzeniem wykorzystuję w pracy oraz życiu codziennym te moje małe skille i zainteresowania, które zdobywam po drodze: trochę fotografuję, trochę tworzę plakaty, trochę coś maluję, trochę jestem pedagogiem, trochę szyję, trochę znam się na ziołach, trochę tworzę biżuterię, trochę sama sobie robię kosmetyki, trochę lubię historię sztuki...

Są ludzie, którzy już znaleźli swoją drogę życiową. Są zdecydowani na 1 rzecz, spełniają swoje marzenia, ponieważ są pewni i skoncentrowani na celu. Po drodze pojawiają się i znikają różne przeszkody, a oni świadomie kroczą swoją ścieżką. Z każdym kolejnym dniem stają się większymi ekspertami w swojej dziedzinie. Zachwycają innych swoją wytrwałością i pasją. 

Są też ludzie poszukujący. Ludzie, którzy na pierwszy rzut oka z utęsknieniem szukają pomysłu na siebie. Ale w gruncie rzeczy, swoją drogą życiową czynią sam fakt poszukiwań i próbowania różnych rzeczy. Mają szerokie horyzonty, lubią łączyć odległe dziedziny życia - to wyzwala w nich kreatywność. 

Najgorszą rzeczą, jaką możemy sobie zrobić, to nie akceptować siebie, tego że jesteśmy zdecydowani lub poszukujący. Przez wiele lat wydawało mi się, że po prostu MUSZĘ skupić się na jednym zainteresowaniu, jednej pasji. Nie rozmieniać się na drobne, iść raz obraną ścieżką, a nie skręcać i zmieniać zdania co 2 sekundy. PO PROSTU SIĘ OGARNĄĆ. Starałam się wtłoczyć w schematy, które mi totalnie nie leżały, w których nie potrafiłam funkcjonować. Ceną za próbę życia według cudzych wzorców była utrata kreatywności i radości życia.

A dzisiaj? Dzisiaj czuję, że to całkiem fajnie mieć co 2 dni nową pasję :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pokrowiec na matę do jogi

LEŚNE DIY: Ozdoba na ścianę z pomalowanych gałązek

Lawendowe woreczki