LAWENDOWA FAZA vol. 1 - pachnące woreczki



Mój nieśmiertelny motyw :) 

Powiedzieć, że kręci mnie uprawa i przerabianie lawendy to jak nic nie powiedzieć... Przepadłam totalnie! No dobra, ale oprócz gapienia się na fioletowe krzaczki oraz narkotyzowania ich zapachem co właściwie można zrobić z takim lawendowym wiechciem? Opcji jest mnóstwo. Można wykorzystać jej piękny zapach, wygląd, a także poeksperymentować ze smakiem, tworząc: 
  • bukiety
  • wianki
  • pachnące, odstraszające mole woreczki
  • susz lawendowy --> do herbat, ciasteczek i innych kulinarnych wyczynów
  • dodatek do prostych ręcznie robionych kosmetyków, np. bomb do kąpieli, peelingów, relaksujących kompresów, soli kąpielowych itp.
To są takie podstawy podstaw i jeżeli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z tą fascynującą rośliną, to zachęcam do wystartowania z tymi prostymi rzeczami.


Tak pachnie kolor fioletowy

Tym, co mnie przyciągnęło do lawendy zdecydowanie był jej zapach. Hmm, jeśli ktoś z Was kojarzy takie różne mydełka i odświeżacze do kibelka, to muszę od razu sprostować, że nie, to nie TEN zapach! Naturalna lawenda pachnie inaczej - a właściwie to ma kilka zapachów. Inny późną wiosną, kiedy pojawiają się pierwsze, jeszcze zielone kwiatki - delikatny i słabo wyczuwalny. Z kolei kiedy jest dorodna i fioletowa pachnie dosyć "duszno" i zniewalająco, zapach niesie się razem z wiatrem. Kiedy ją zetniemy i powiesimy do suszenia, w pomieszczeniu będzie unosiła się woń siana. A kiedy już ją przerobimy na susz, jego zapach stanie się bardzo intensywny, mocny i konkretny.

Olejek eteryczny, zamknięty w fioletowych kwiatkach ma działanie odkażające, antybakteryjne, przeciwzapalne, pomaga w stanach depresyjnych, uspokaja, łagodzi bóle mięśniowe, menstruacyjne, reumatyczne, a także... odstrasza mole. Dlatego ja lawendę przerabiam na susz, a potem szyję małe woreczki, które napełniam wysuszonymi kwiatami.

Wygląda to mniej więcej tak:

Tutaj jeszcze zeszłoroczne zbiory, ale mam już nowe!
Wycinam prostokąty i zszywam je prawymi stronami do środka


Napełniam suszem, zszywam, zawiązuję



Oczywiście ręcznie malowane :)

Gotowy woreczek - voila!

W następnych odcinkach telenoweli produkcji polskiej pt. "Lawendowa faza" opowiem co jeszcze robię z lawendy - stay tuned!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Co 2 dni mam nową pasję i nowy genialny pomysł. Jak żyć, pani premier?

LEŚNE DIY: Ozdoba na ścianę z pomalowanych gałązek